8 Luty 2009

W domu czy w restauracji?

Zaszufladkowany do: kuchnia — Tagi: , , — Julka @ 13:47

Bardzo rzadko udaje mi się wymknąć na porządny posiłek poza domem, ale w ubiegłym tygodniu plan się powiódł. Może to właśnie z braku wolnego czasu, a może z zupełnie innych powodów, zawsze, gdy jadam poza domem (umówmy się, nie wliczamy w to wizyt w knajpkach fast-food, które czasem ocalają od śmierci głodowej), wszystko smakuje genialnie. W domu, owszem, często udaje wyczarować się coś wyjątkowego, ale wyjście do restauracji to gwarancja prawdziwej uczty dla zmysłów, od przystawki aż po napoje. W piątkowy wieczór chyba pojęłam dlaczego. Otóż przychodzę, siadam, czekam, delektuje się jedzeniem, po czym płacę i grzecznie wychodzę. Nie interesuje mnie, co dzieje się w kuchni i jak to działa, że wszystko podane jest tak doskonale.

A w domu? Cóż… Też przychodzę, ale bynajmniej nie z pustymi rękami. Jeśli posiłek ma być sensowny, dwie siatki ze sklepu to minimum. Później nie siadam, a stoję w kuchi. Gdy wszystko jest już gotowe, też spokojnie nie siadam, bo tu trzeba zebrać naczynia ze stołu, tu przynieść nowe dania, tu komuś dokładkę, a tu się coś rozlało… To wszystko to wbrew pozorom tylko preludium. Prawdziwa zabawa zaczyna się, gdy po takiej uczcie trzeba posprzątać. Składanie, zmywanie, wycieranie, segregowanie. Nim skończę, zapominam już, że zjadłam. Choć w kuchni nie brakuje pomocników (gumowe rękawice, superchłonna Practi Maxi czy wydajne i wygodne czyściki), ale i tak mam wrażenie, że każdy, nawet najlepszy, obiad w domu okupuję ciężką pracą. I może właśnie dlatego daje mi to tyle satysfakcji!


Ta strona jest oparta na WordPressie a talent dają nSeam kreatywni.