28 Maj 2009

Muzyka łagodzi obyczaje

Zaszufladkowany do: różne, życie — Tagi: , — Julka @ 20:01

Muzyka do samochodu, do pracy, do sypialni… A kuchnia? Tu często przydałoby się coś, co napawa optymizmem, gdy ze zlewu wita sterta nieumytych naczyń. Mam swoją subiektywną listę kilku niezawodnych “kuchennych” kawałków, przy których nawet za obieranie 3 kg ziemniaków łatwiej się zabrać. A że w niektórych z nich pojawiają się iście kuchenne nazwy? Cóż, to już zbieg okoliczności.

Wpadająca w ucho melodyjka, w której słychać to i owo o “strawberries, cherries….”:

Klasyk, który sprawdza się absolutnie wszędzie:

Ciepłe dźwięki z chłodnej Skandynawii:

Hit sprzed kilku lat, gdzie znów co nieco o owocach:

I najbardziej optymistyczna nowość ostatnich tygodni:

Owocnego słuchania w kuchennych czterech ścianach!


26 Maj 2009

Doskonała gospodyni domowa

Zaszufladkowany do: dom, porządki, rodzina, różne — Tagi: , , , — Julka @ 14:00

Nie wstyd mi postrzegać siebie jako goposdynię domową. Jestem wieloma osobami: matką, żoną, copywriterem, edytorką, redaktorką, blogerką, zakupoholiczką … czasem też gospodynią. W żadnej z tych ról nie czuje się źle, ba – każdą z nich uwielbiam – oczywiście o ile dobrze je dozuje. Natomiast chyba żadne z tych określeń nie potrafi być takie pejoratywne jak “gospodynie domowa”. Chyba wiem, kto jest winny: reklamy pokazujące gotujące i sprzątające kobiety, jako najszczęśliwsze, gdy mogą mężowi i pyzatym dzieciom położyć na nakrytym obrsuem stole połać parującego mięcha. Mniam. Lub te które niemal pękają z radości, gdy białą koszulkę (5 pln) dopiorą do lśniącej bieli. ZTe reklamy prowadzą do tego:

A gdzie złoty środek ? Uwielbiam gotować i czuję się dumna, gdy innym smakuje, ale to tylko wycinek mojego życia. W przeciwnym wypadku – współczucia.


25 Maj 2009

Sezon na truskawki

Zaszufladkowany do: Bez kategorii, kuchnia — Tagi: , , , — Julka @ 21:10

Czekamy na nie cały przez rok, a gdy się pojawiają, zawsze mamy wrażenie, że jest ich za mało i kończą się stanowczo za szybko. Truskawki, bo o nich mowa, przez kilka tygodni mogą stanowić bazę do kulinarnych eksperymentów i ich krótką obecność warto wykorzystać na wszelkie możliwe sposoby. Na zimno, ciepło, słodko i pikantnie.

A oto dwie propozycje truskawkowych przysmaków.

862740_strawberry

Truskawki w czekoladzie

Składniki

świeże truskawki (najlepiej wraz z szypułkami), tyle, żeby mieściło się w dużej szklance
100 g gorzkiej czekolady
2 łyżki masła

Jak to zrobić?

Myjemy i dobrze osuszamy truskawki. W garnku na wolnym ogniu rozpuszczamy czekoladę. Dodajemy do niej masło, całość mieszamy i lekko studzimy. W truskawki (od strony szypułek) wbijamy wykałaczki, a następnie maczamy owoce w ciepłej czekoladzie. Układamy na papierze, do którego się nie przykleją (np. papier do pieczenia Paclan) i na ok. 2 godziny wkładamy do lodówki.

Sałatka truskawkowa ze szpinakiem i pomarańczą

Składniki

garść liści szpinaku (drobnych)
dwie garści truskawek
1 pomarańcza
1 łyżka miodu
3 łyżki jogurtu naturalnego

Jak to zrobić?

Umyte i osuszone surowe liście szpinaku układamy na talerzu, dodajemy pokrojone w plasterki truskawki. Pomarańczę dzielimy na dwie połowy: jedną kroimy na małe kawałeczki, z drugiej wyciskamy sok, który mieszamy z miodem. Kawałeczki pomarańczy układamy na talerzu wraz ze szpinakiem i truskawkami. Całość polewamy jogurtem i otrzymanym z pomarańczy i miodu sokiem.


20 Maj 2009

Małe wielkie rzeczy

Zaszufladkowany do: dom, kuchnia, różne — Tagi: , , , , — Julka @ 15:56

Zwracacie uwagę na przedmioty, jak sama nazwa wskazuje, codziennego użytku? Są rzeczy, które na przykład w kuchni być muszą, więc po prostu są. Idziemy do sklepu, kupujemy, przynosimy do domu i korzystamy z nich, nie poświęcając zbyt wiele uwagi ich pochodzeniu. Zdarzyło wam się w trakcie domowej krzątaniny popaść w refleksję nad kształtem czy fakturą gąbczastego czyścika? Mi też nie, ale są przedmioty, które w pewnym sensie żyją własnym życiem, czyli mają ciekawą historię.

Skąd się wzięły ściereczki, które z założenia nie muszą być jednorazowe, ale można je urywać z praktycznej, poręcznej rolki? Ktoś słusznie zauważył, że do sprzątania chętnie używamy papierowego ręcznika. Rolkę można nosić ze sobą po całym domu i urywać dokładnie tyle, ile jest potrzebne. Raz, dwa, wytarte i do kosza. A ze ściereczką trzeba biegać i co chwilę ją płukać, wiadomo. Practi Maxi, jak sama nazwa wskazuje, są maksymalnie praktyczne. To taki ręcznik papierowy, tyle że w wydaniu z cienkiej i chłonnej tkaniny. Odrywasz kawałek, w zależności od tego, co nim wycierasz, wyrzucasz od razu lub dopiero po kilku użyciach i resztę rolki odstawiasz na półkę. Zawsze pod ręką i zawsze pomocne, zwłaszcza, że ściereczek można używać zarówno na mokro, jak i na sucho.

Folia do żywności to produkt bezbarwny nie tylko ze względu na swoje właściwości fizyczne. Ot, rzecz w kuchni potrzebna, ale żeby od razu zastanawiać się nad jej właściwościami? Z opinii konsumentów wynika, że ludzie niechętnie używają folii do żywności, bo ta słabo się klei i nie spełnia swoich funkcji. Co zatem robi pomysłowy producent? Zastanawia się nad folią, która będzie dobrze się kleiła, idealnie przylegała i była trwała. Do czego potrzebna jest folia? Do mrożenia, przechowywania i odgrzewania żywności. A zatem mamy trzy cechy i trzy zastosowania. I tak otrzymujemy 3w1 Paclana, która swoją potrójną naturę dodatkowo podkreśla trójkątnym opakowaniem. Banalny produkt, ciekawy przekaz.


14 Maj 2009

W folii czy w pudełku?

Zaszufladkowany do: kuchnia — Julka @ 9:54

Podczas ostatniej wizyty w sklepie z cyklu “wszystko dla domu” poraziła mnie ilość przeróżnych pojemników do przechowywania żywności. Po przeczytaniu tego i owego w prasie poradnikowej postanowiłam sobie tego typu gadżet sprawić, by, jak to ładnie napisano, “ułatwić sobie życie w kuchni”. Skoro życie z plastikowymi pojemnikami ma być proste, ich zakup też nie powienien być szczególnie skomplikowany. I tu się przeliczyłam. Mnogość zestawów wpędziła mnie w lekką panikę, bo ten z najlepszego plastiku, tamten ma unikalne, perforowane wieczko, a jeszcze inny można zabrać w podróż, bo składa się w wygodne opakowanie. Trzy kwadranse krążyłam między półkami, porównując ceny, wymiary, kolory i kształty. Należę do tych, dla których konieczność przeprowadzenia męczącej analizy jeszcze w sklepie skutkuje tym, że ochota na nowy zakup przechodzi tak samo jak przyszła, więc wyszłam ze sklepu z pustymi rękoma i wściekła, że straciłam niemal godzinę na nic. W drodze do domu pocieszyła mnie jedna myśl: zaoszczędziłam sporo pieniędzy, a przechowywać jedzenie we własnej lodówce mogę przecież w czymkolwiek, skoro mam porządną folię do żywności. Wystarczy pamiętać, by owijać produkty szczelnie i nie używać folii do przykrywania jedzenia przechowywanego w naczynia o nieregularnych kształtach, na przykład fantazyjnych miseczkach czy paterach. I tak opakowanie przezroczystego plastiku na rolce za średnio 4 złote uratowało mnie od utwierdzenia się w przekonaniu, że nie potrafię wybrać niczego odpowiedniego dla domu. Przynajmniej miejsce w lodówce się oszczędza, nie stawiając dziesiątek często do połowy pustych pudełeczek. Wniosek? Jak ktoś lubi, niech kupi i pięc zestawów pojemników, ale bez folii – ani rusz.


5 Maj 2009

Trzy w jednym

Zaszufladkowany do: kuchnia — Tagi: , , — Julka @ 20:11

Po co kupować trzy różne rzeczy, skoro można użyć jednej? Nowa folia do żywności marki Paclan to prawdziwa kuchenna rewolucja: jeden produkt, trzy zastosowania. Zamrażasz, przechowujesz, odgrzewasz – wszystko z zastosowaniem jednej folii, która doskonale poradzi sobie w każdej temperaturze.

Nowa folia od Paclana

Nowa folia “3w1″ pozwala na przechowywanie, zamrażanie  i odgrzewanie produktów bez konieczności przenoszenia ich w różne rodzaje opakowań. Pozwala na zachowanie wszystkich walorów smakowych i składników odżywczych w każdej temperaturze i jest bardziej odporna na działanie ciepła niż tradycyjne folie dostępne na rynku. Ponadto doskonale przylega do żywności i daje gwarancję łatwego wypakowywania.  “3w1″ wyróżnia się spośród konkurencji już na sklepowej półce: ma trójkątne opakowanie i bardzo praktyczną, ale bezpieczną w użyciu ostrą krawędź, która umożliwia precyzyjne oderwanie dokładnie takiego kawałka folii, jaki jest potrzebny. Czy trzeba czegoś więcej?


Viva Brasil!

Zaszufladkowany do: kuchnia — Tagi: , , — Julka @ 18:01

Wiosną ciężkim zupom mówimy zdecydowane “nie”. Na owocowe chłodniki przyjdzie jeszcze pora, ale wszelkie wynalazki typu zupa-krem są teraz mile widziane. Zwłaszcza, że bazę dla doskonałej większości z nich stanowią warzywa. Jeśli tych świeżych jeszcze na zaprzyjaźnionym straganie brak, na sklepowej półce nie powinno braknąć puszek czy mrożonek z przeróżnymi specjałami minionego sezonu. Brazylijska zupa-krem z kukurydzy mnie urzekła od pierwszej łyżki i choć nigdy nie zdobyłam oryginalnego przepisu, psim swędem wykombinowałam własny. Nieskromnie przyznam, że bardzo zbliżony do wersji serwowanej w brazylijskiej restauracji. Lekka i prosta w przyrządzeniu potrawa o wyjątkowym, słodkawym aromacie.

Czego potrzebujesz?

2 puszki kukurydzy|
1 cebula
2-3 ząbki czosnku
2 duże ziemniaki
ser zółty (kostka), ok. 150 g
sól, pieprz do smaku
3 łyzki oliwy

Jak to zrobić?

Podgrzewamy oliwę. Cebulę i czosnek siekamy, zarumieniamy na patelni. Gdy warzywa już się zeszklą, dodajemy pokrojone w plastry ziemniaki. Całość podsmażamy przez kilka minut, po czym dodajemy kukurydzę, przekładamy wszystko do garnka, zalewamy 500 ml wody i gotujemy przez około 15-20 minut na wolnym ogniu. Gdy ziemniaki są już miękkie, zupę miksujemy na krem o jednolitej konsystencji (za pomocą blendera, miksera bądź robota kuchennego). Po zmiskowaniu wlewamy do miseczek i do jeszcze gorącej zupy dodajemy startego wcześniej żółtego sera. Smacznego!


W klimacie retro

Zaszufladkowany do: życie — Tagi: , , , , — Julka @ 1:02

Nie wiem, czy jestem osamotniona w swoich odczuciach, czy ktoś mi przytaknie, ale odczuwam wyraźne znużenie ilością Superbohaterów i Superbohaterek, którzy piętrzą się na sklepowych półkach. Coraz więcej produktów, zwłaszcza spośród tych, za którymi najczęściej przemierzamy sklepowe alejki, czyli popularnych FMCG, ma w swoim opakowaniu czy sloganie reklamowym elementy rodem z odległej i bynajmniej niezbadanej przyszłości. Wszystko jest “super”, “extra”, “mega” i “ultra”, a postaci na butelkach czy kartonikach straszą pelerynkami Supermana, różdżkami rodem z Hogwartu czy cała gamą nadprzyrodzonych zdolności. Mnie, która choć bardzo by chciała owych zdolności posiąść nie może, straszliwie drażni owa stylistyka. Wolę utożsamiać się z tradycyjną panią domu, która może nie jest idealna, ale przynajmniej z krwi i kości, a nie z plastiku.

paclan_druk-1

I dlatego właśnie urzekł mnie plakat, który w stosownej chwili ma szansę zagościć w każdej kuchni. Zwłaszcza tam, gdzie produkty z gamy Family Products są już dobrze znane. W gorączkowej codziennej bieganinie przyjemnie mieć obok siebie choć skrawek klimatów retro. Dla pani z plakatu z pewnością czas płynął wolniej a bulgoczący na ogniu schab był jedynym, co zaprzątało jej głowę w, dajmy na to, środowe przedpołudnie, ale mimo to nie czuję wobec niej żadnej zawiści. Mogę sobie za to co rano puścić do niej oko, gdy dwoję się i troję, by zdążyć z pierwszym śniadaniem, o przygotowaniu drugiego nie wspominając. Żadna Superbohaterka z pudełka jakoś w takich sytuacjach nie spieszy z pomocą, niech się zatem w ogóle nie rzuca w oczy.


Ta strona jest oparta na WordPressie a talent dają nSeam kreatywni.