Z kuchni do kina
9. października na ekrany polskich kin wejdzie film Julie&Julia wyreżyserowany przez Norę Ephron. To urocza mieszanka biografii,dramatu i komedii, w której tematem przewodnimsą losy Julii Child, amerykańskiej kucharki i osobowości telewizyjnej, która zasłynęła w latach ‘60 jako autorka książek kulinarnych i programów o takiej tematyce. Drugą z bohaterek filmu, a w zasadzie tą pierwszoplanową, jest Julie Powell, znudzona życiem sekretarka, która postanawia w ciągu roku przetestować wszystkie 524 przepisy z książki Mastering the Art of French Cooking autorstwa Child. Swoje doświadczenia opisuje na blogu, który w krótkim czasie zdobywa rzesze oddanych czytelników.

Okładka książki autorstwa Julii Child/fot. www.betterbaking.com
A zatem, szykuje się premiera kinowa, której nie może przegapić żadna szanująca się gospodyni domowa. Nawet, jeśli domowemu ognisku poświęca mniej czasu, niż by sobie życzyła, a to, co ugotuje, dalekie jest od specjałów z księgi Julii Child. W końcu panią domu można być także w kinie.

Julia Child/fot. qcms.org
Codziennego jedzenia niecodzienne przypadki

carlwarner.com
Czy jedzenie można tylko jeść? Oczywiście że nie! Okazuje się, że z niedocenianej na co dzień marchewki czy chociażby pospolitej cebuli można wyczarować coś więcej niż sałatkę.
Brokułowe drzewa, fasolkowy mur, owocowe balony i wreszcie kapuściane morze… Niemożliwe? Nie dla fotografa który stworzył „Foodscapes” (’Jedzeniobrazy’) – serię zdjęć, przedstawiającą misternie przygotowane krajobrazy, niemalże w całości wykonane z jedzenia .
Carl Warner stworzył coś nie tylko pięknego, ale również unikatowego. Niektóre ze zdjęć wyglądają jak scenerie z “Władcy Pierścieni”.

carlwarner.com
Oprócz niezaprzeczalnej satysfakcji, „Foodscapes” przyniosły swemu twórcy niemałą sławę, a co za tym idzie – nowe zlecenia od największych firm spożywczych na świecie.
Wszyscy pamiętamy, jak mama mówiła, żeby nigdy nie bawić się jedzeniem…czy aby na pewno miała rację?
Więcej zdjęć na oficjalnej stronie Carla Warnera www.carlwarner.com

carlwarner.com
Chcemy pić!
Anomalia pogodowe w Polsce rzeczywiście stały się faktem, a globalne ocieplenie przestało być pustym sloganem. Odczuwamy to my, odczuwają nasi milusińscy, odczuwają też rośliny. Mimo regularnego, czyli jednakowego jak i o innych porach roku podlewania, wyglądają coraz marniej, zarówno te domowe, jak i ogrodowe czy balkonowe. Wygląda zatem na to, że samo podlewanie nie wystarczy tą letnią, monsunową porą. Co robić, by rośliny do jesieni nie straciły nic ze swego uroku, a jeśli już tak się stanie – straciły jak najmniej?

fot: sxc.hu
Podlewanie częściej lub większą ilością wody niż zwykle może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego, więc nie ma co ryzykować. Pozostaje skrapianie roślin „od góry” pomiędzy kolejnymi porcjami wody do doniczki (nie zaszkodzi też przecieranie liści, zwłaszcza tych bardziej obszernych, wilgotną, miękką szmatką, na przykład z mikrofibry), a w przypadku roślin ogrodowych i trawników – zorganizowanie ogólnie pojętego zraszania. Może to być polewanie strumieniem wody ze zwykłego węża ogrodowego, bądź zamontowanie profesjonalnego, mechanicznego zraszacza. Kolejna istotna kwestia: we wnętrzach przestawmy rośliny tam, gdzie promienie słoneczne nie operują tak mocno. Nawet te kwiaty, które z definicji lubią słoneczko i zawsze lgną do światła, przy temperaturze 35 stopni Celsjusza w cieniu i koszmarnej duchocie mogą poczuć się co najmniej mało komfortowo. Domowe aranżacje florystyczne muszą na jakiś czas zejść na drugi plan i nawet jeśli czerwona doniczka nie pasuje między tymi niebieskimi na parapecie, gdzie zazwyczaj króluje cień – tam właśnie powinna trafić. Kontrola przede wszystkim! Sprawdzajmy poziom wilgotności roślin codziennie rano i wieczorem. Przy tropikalnych wręcz jak na naszą strefę klimatyczną upałach nawet kilka godzin bez uzupełnienia wody może okazać się ostatnimi godzinami z życia ukochanej pokojowej roślinki. A byłoby przecież szkoda.

fot: sxc.hu
Back to ‘40
Polska w latach ‘40 zniszczona była wojną. Krwawe rządy prowadził nieco później stalinowski reżim. Nic więc dziwnego, że Stany Zjednoczone były ziemią obiecaną dla Europejczyków. Wskazuje na to też wystawa, która niedawno była do obejrzenia w Krakowie. Ale i w Stanach nie było tak różowo, jak wskazywałyby na to poniższe obrazki. Przecież to czas, kiedy zostaje zrzucona bomba atomowa, kiedy na dwa obozy dzieli się świat. Z drugiej strony: to czasy Joe Di Maggio (dla niewtajemniczonych jest to największa ikona sportu w USA) czy też Kobiecej Ligi Baseballu, którą to znamy z filmu Ich Własna Liga z Madonna, Geeną Davies czy Tomem Hanksem.
Graficznie i reklamowo czasy te są niezwykle idealizowane. Szczytem szczęścia jest dom na przedmieściach i dobra posada, najlepiej w korporacji lub zakładzie pracy położonym w sielskiej podmiejskiej dzielnicy. Role w rodzinie są twardo podzielone. Układ ten już dąży do krachu, który pokazał choćby Sam Mendes w filmie Droga do szczęścia z Leo Di Caprio i Kate Winslet. Polecam ! Poniższe grafiki pochodzą se strony retrorenovation.com, która jest jedną z moich ulubionych. Autorka zbiera zdjęcia z kampanii marketingowych, właśnie z lat 40.

retrorenovation.com
Home sweet home. A kuchnia w zabudowie. Architektura tego rozwiązania kuchni dziś jest obowiązującym standardem. A pamiętacie polskie kuchnie lat ‘70 ? Poniżej wprawdzie stołówka, ale też jest zabawnie:
watch?v=RHkCqkn0VKE&eurl=http%3A%2F%2Fhistoriekuchenne.wordpress.com%2F&feature=player_embedded

retrorenovation.com
Rodzina na swoim.

retrorenovation.com
Reklama oświetlenia General Electric. Jak widać, i tatuś może w kuchni popracować. Osobiście jednak uważam styl “ciągle pod krawatem” za męczący. Ale widzieliście w jakimkolwiek filmie z tego okresu mężczyznę w innym ubiorze?
Souvlaki i baklava, czyli greckie smaki
Pamiątki z podróży mogą być nie tylko stricte materialne. Ba, nawet lepiej, jeśli właśnie takie nie są. Najgłębiej w pamięci pozostają emocje związane z miejscem, które odwiedzamy,
a które odczuwamy dzięki zmysłom. A skoro zmysły, to i smak. Jak smakuje Grecja? Na przemian słodko i pikantnie. Chciałoby się rzec: do syta. Czy to danie główne, czy deser – wszystko aż prosi się, by zjeść do ostatniej porcji. Najpopularniejsze przysmaki? Jest wiele, ale przodują chyba syte souvlaki i bajecznie słodkie baklava. Do odtworzenia w zwyczajnej polskiej kuchni? Nic prostszego!
Souvlaki
Składniki
mięso wieprzowe (szynka, łopatka, karczek) – ilość w zależności od porcji
czosnek
oregano
chilli
sól, pieprz (najlepiej cayenne)
majeranek
Jak to zrobić?
Sekret smaku souvlaki tkwi w przyprawach i jak nie trudno zauważyć w liście składników, tak naprawdę to one tworzą całe danie. Mięso kroimy w kostkę o grubości 2-3 cm i nadziewany na długie drewniane szpikulce. Nacieramy czosnkiem i posypujemy wszystkimi po kolei przyprawami, z przewagą oregano. Pieczemy ok. 10-15 minut na tradycyjnym grillu bądź w elektrycznym piekarniku, co jakiś czas obracając. Pod koniec pieczenia ponownie posypujemy oregano. Serwujemy z pieczywem (najlepszy będzie tradycyjny chlebek pita) bądź z sosem (tzatziki lub sos seczuański).

dishingupdelights.blogspot.com
Baklava
Składniki
500g mrożonego ciasta francuskiego
125g masła
250g miodu (najlepiej lejącego)
200g orzechów włoskich
po 75g pistacji i migdałów
3 łyżki soku pomarańczowego (najlepiej ze świeżych owoców)
sok z połówki cytryny
Jak to zrobić?
Ciasto rozmrażamy, rozwałkowujemy i dzielimy na kilka jednakowych prostokątów wielkości blachy do pieczenia. Roztapiamy masło i wykładamy dno folii papierem do pieczenia – może być Paclan. Kawałek ciasta kładziemy na dnie formy, delikatnie smarujemy masłem i posypujemy porcją posiekanych orzechów i migdałów. Przykrywamy kolejną warstwą ciasta, smarujemy masłem, posypujemy orzechami. I tak do ostatniej warstwy ciasta, która nam zostanie. Pieczemy ok. 45 minut w temperaturze 190 stopni. W tym czasie podgrzewamy miód i łączymy go z sokami z pomarańczy i cytryny. Gotowym syropem polewamy przestudzone ciasto i pozostawiamy do wyschnięcia. Kroimy w dowolne kształty, na przykład trójkąciki lub prostokąty.