Dla małego niejadka
Jeżeli w Waszą codzienność na stałe zapisane są rozrywki w stylu “za mamusię”, “za tatusia”, “po kolei za całą grupę z przedszkola” czy “uwaga, leci samolot!”, te gadżety powinny na stałe zagościć w Waszej kuchni. Mały niejadek na pewno zmieni zdanie w kwestii marchewki z groszkiem, kanapek czy owsianki, gdy w kuchni pojawią się łyżeczki z samolotem, widelce z koparką, rękawice z pieskiem czy szablony do kanapkowych wycinanek. Gdzie można znaleźć takie cuda? Na razie na spoonsisters.com, ale kto wie, może niedługo zagoszczą w rodzimych sklepach. Nie wiem jak Was, ale mnie urzekła gumowa rękawica z pieskiem – niewykluczone, że zakupię niekoniecznie dla dziecka.



Mama przedszkolaka – to zobowiązuje!
Ciężko mi czasem pojąć logikę, według której organizuje się różne święta i akademie w przedszkolach. Dzień Babci i Dzień Dziadka świętowaliśmy w ubiegłym tygodniu, ale dopiero dziś miała miejsce Wielka Gala w placówce edukacyjnej mojego syna. Na tę właśnie okoliczność zostałam poproszona przez panią przedszkolankę o upieczenie ciasta dla gości imprezki. Zgodziłam się bez zastanowienia, bo przecież co to dla mnie – jedno ciasto, gdy mam na to całe trzy dni. Miało być na luzie, wyszło jak zwykle: by dziecko nie najadło się wstydu, że jego mama nie zdążyła nic przygotować i kupiła ciacho po drodze w cukierni, wstałam o 5:30 i upiekłam babkę marmurkową. Wiem dwie rzeczy: zabawa w wypieki w środku tygodnia bywa ryzykowna oraz to, że bardzo wczesnym rankiem, gdy w kuchni słychać tylko radio, a kawa smakuje doskonale, piecze się naprawdę fajnie.
Babka marmurkowa
Składniki
250g mąki
4 jajka
4 łyżki kakao
250g masła
250g cukru pudru
10g proszku do pieczenia
1 łyżka cukru waniliowego
sok z 1/2 cytryny
3 łyżeczki startej skórki z pomarańczy
Jak to zrobić?
Mąkę przesiewamy wraz z proszkiem do pieczenia i dzielimy na dwie równe części. Do jednej części dodajemy kakao, do drugiej skórkę pomarańczową. Masło, cukier puder, żółtka, sok z cytryny i cukier waniliowy ucieramy na jednolitą masę. Białka ubijamy i dodajemy do utartych wcześniej składników. Powstałą masę dzielimy na dwie części: jedną łączymy z mąką “kakaową”, drugą – z “pomarańczową”. Do wyłożonej papierem do pieczenia foremki wlewamy najpierw jedną masę, później drugą. Pieczemy godzinę w temperaturze 180 stopni Celsjusza.

Kino familijne dla żarłoków i nie tylko
Niemal rytualną formą spędzania weekendów z rodziną są wspólne wypady do kina. Wiadomo, jedna z osób ma czas (pełne dwie godziny !) dla siebie, drugi rodzic może w tym czasie zasiąść w kinowym fotelu i coś sobie obejrzeć. Wywęszyli biznes producenci z fabryki snów, dzięki czemu dzisiejsze kino familijne, a szczególnie bajki (bo głównie o nich mowa), zawierają treści i dla rodziców, i dla dzieci. Całkiem zabawnie jest obserwować, że w innych momentach zacieszają dzieci, a w innych ich opiekunowie. Poza tym nareszcie jest wymówka, by z czystym sumieniem obejrzeć sobie bajkę, nie będąc posądzonym o infantylizm, zdziecinnienie, tudzież inną przypadłość nie przystającą dorosłym.
I tak ostatnio na ekrany trafiły dwie historie, które szczególnie warto polecić. Pierwsza z nich to “Klopsiki i inne zjawiska pogodowe”. Temat mi szczególnie bliski, a to ze względu na fakt, że kanwę filmu stanowi historia o deszczu przemienionym w jedzenie. Warte polecenia dla wszystkich pasjonatów kulinarnych uniesień
Drugim filmem, który naprawdę warto zobaczyć (z dzieckiem lub bez), jest “Odlot”. Zapowiedź wydawała mi się infantylna, ot – kolejna piksarowska opowieść o zasadach, ale efekt przerósł moje oczekiwania. Film porusza tematy ważne (starość, śmierć, ekologia, marzenia, życie) w sposób bezpretensjonalny, ciekawy a momentami bardzo zabawny. Połączenie tych cech w filmach “dla dorosłych” jest przeważnie niemożliwe, a jeżeli już, to towarzyszący temu patos jest nie do wytrzymania. Tu się udało.
Dlatego szanownym rodzicom (i nie tylko) polecamy śledzić filmy animowane !
Doskonała gospodyni domowa
Nie wstyd mi postrzegać siebie jako goposdynię domową. Jestem wieloma osobami: matką, żoną, copywriterem, edytorką, redaktorką, blogerką, zakupoholiczką … czasem też gospodynią. W żadnej z tych ról nie czuje się źle, ba – każdą z nich uwielbiam – oczywiście o ile dobrze je dozuje. Natomiast chyba żadne z tych określeń nie potrafi być takie pejoratywne jak “gospodynie domowa”. Chyba wiem, kto jest winny: reklamy pokazujące gotujące i sprzątające kobiety, jako najszczęśliwsze, gdy mogą mężowi i pyzatym dzieciom położyć na nakrytym obrsuem stole połać parującego mięcha. Mniam. Lub te które niemal pękają z radości, gdy białą koszulkę (5 pln) dopiorą do lśniącej bieli. ZTe reklamy prowadzą do tego:
A gdzie złoty środek ? Uwielbiam gotować i czuję się dumna, gdy innym smakuje, ale to tylko wycinek mojego życia. W przeciwnym wypadku – współczucia.
Czas na piknik!
Zawołanie z popularnego w latach ‘90. filmu dla najmłodszych wcale nie traci na aktualności. Co roku o tej samej porze z przyjemnością zamieniamy niedzielne obiady przy suto zastawionym stole na posiedzenia na łonie natury. Połączenie odpoczynku na świeżym powietrzu z delektowaniem się wiosennymi specjałami jest możliwe tylko przez krótki czas w roku. Trzeba go zatem wykorzystać jak najlepiej. Piknik ma tę zaletę, że można urządzić go dla każdego. To fajny sposób na spędzenie rodzinnego weekendu, romantycznego popołudnia tylko we dwoje, jak i towarzyskiego spotkania w szerszym gronie. Wystarczy sprzyjająca pogoda, skrawek zieleni i prowiant. Ulubionymi rekwizytami amatorów pikników są: kultowy już koc w kratę, wiklinowy kosz pełen przysmaków i hamak. To właśnie one najlepiej kojarzą się z idyllicznym obrazem wiosennego posiłku na świeżym powietrzu. Wybierając się na odpoczynek na zielonej trawce nie można jednak zapominać o kilku praktycznych drobiazgach, które z pewnością ułatwią przygotowanie pikniku.

Jedzenie można przygotować jeszcze w domu lub zabrać ze sobą składniki i zadbać o szykowanie piknikowego menu już na miejscu. Kierując się czystą wygodą – i szybkością działania – pierwsze wersja wydaje się bardziej atrakcyjna. Wówczas potrzebujemy jedynie papierowych torebek, folii spożywczej lub aluminiowej (czyli podczas pikniku będzie towarzyszył nam Paclan), by wiosenne specjały dotarły na miejsce świeże i nienaruszone. Czego nie może zabraknąć w koszu pełnym smakołyków? Na pewno wiosennych kanapeczek, koreczków (do ich przygotowania można użyć różnych rodzajów serów i wędlin), owoców, warzyw, lekkich, domowych wypieków i chłodnych napojów. Przygotowując piknikowy bufet najlepiej kierować się zasadą „dla każdego coś dobrego”, tak, by podczas biesiadowania na łonie natury nikt nie poczuł się pokrzywdzony. Acha, nie zapominajmy o tym, że słodycze i kolorowe napoje lubią nie tylko ludzie. By uchronić się przed nalotem os czy innych owadów, aromatyczne przysmaki najlepiej trzymać zawinięte w szczelną folię i nie otwierać, nim przyjdzie ich kolej.
Piknik można urządzić zarówno poza miastem, gdzie łatwiej o zielone tereny, jak i we własnym ogrodzie czy na polance w miejskim parku. Gdziekolwiek się znajdziemy, mamy obowiązek pozostawienia miejsca w idealnym porządku. Czy to leśna polana, czy skwerek niedaleko domu, po biesiadowaniu nie może pozostać śladu! Do ekwipunku należy dołączyć zatem kilka plastikowych worków, w które szybko i sprawnie zbierzemy wszelkie odpady. By nawet ta czynność nawiązywała do obcowania z naturą, można użyć Bunny Bags, czyli worków wyposażonych w duże, „królicze” uszy. Co zrobić, gdy w okolicy nie ma kontenerów na śmieci? Zabrać pakunek do bagażnika lub zanieść do najbliższego kosza na śmieci. W końcu chcemy, by piękne piknikowe miejsce pozostało czyste przez długi czas.