Z pamiętnika Pana Domu
Co roku o tej porze przychodzi mi na myśl, że urodziłem się nie w tej co trzeba strefie klimatycznej. Od kilku tygodni nie widzę za oknem nic innego, jak wszelkie możliwe odcienie szarości i wszelkie możliwe rodzaje opadów. W poniedziałek brnę w śniegu po kolana, by już w środę tonąć w wodzie po kostki, a w piątek w błocie. Jest pięknie. Jeszcze piękniej, niż na zewnątrz, sprawy się mają w okolicach domu – na podjeździe, ścieżce, w garażu i w piwnicy. By przejść w miarę suchą stopą z samochodu do drzwi wejściowych, nie obejdzie się bez szufli, miotły i wiaderka piasku. A co w garażu? To już wyższa szkoła jazdy.
Doświadczenie nauczyło mnie, że w miesiącach zimowych, zwłaszcza wtedy, gdy wszystko zaczyna płynąć, nie zapuszczać się w podziemne części domu bez odpowiedniego asortymentu. Składają się na niego: mop, wiadro, kilka chłonnych, mocnych i obszernych ścierek do podłogi i paczka gąbeczek-czyścików. No i kalosze, rzecz jasna. Nasz dom, jak zapewne wiele innych, ma tę uroczą właściwość, że wodę z zewnątrz chętnie przyjmuje, ale sam się jej raczej nie pozbywa. Od tego jestem ja, gospodarz, i jego ekwipunek. A więc nabieram do wiadra, wylewam, ścieram, wyrzymam, znów wylewam… Kilka takich rundek i jest względnie sucho, pozostaje samo zmycie na czysto ubrudzonych podłóg i doprpwadzenie do stanu używalności wszelkich detali, które w tej garażowej powodzi znalazły się o kilka centymetrów za nisko. Z pomocą przychodzą mi kolorowe gąbeczki, druciaki, czyściki i inne bajery, które rzekomo mają zastosowanie tylko w kuchni, z czym absolutnie się nie zgodzę. Tak doprowadzony do ładu garaż plus skrawek piwnicy to pomysł na zagospodarowanie minimum dwóch godzin, ale w zasadzie co innego można zaplanować, gdy pogoda taka a nie inna? Żeby nie było, że luty w Polsce nie dostarcza rozrywek.
Z pamiętnika Pana Domu
Bez wątpienia małżonek pozazdrościł mi ostatniego postu. Jemu też przecież przytrafiła się kiedyś prawdziwa katastrofa! A zatem…
Od jakiegoś czasu nosiłem się z zamiarem wyremontowania łazienki. W końcu, po wszystkich naradach z małżonką, jak ma to wyglądać i co trzeba jeszcze zrobić, zdecydowaliśmy, że w przyszłym tygodniu ruszamy z remontem. Więc zaczęły się zakupy, wybieranie płytek, nowej wanny, i tym podobnych artykułów. Ale zakupy i plany to jedno, a co w domu, to drugie…
Od ostatnich świąt w naszym domu zagościł czworonożny przyjaciel. Córka jest zachwycona, bo nasz mały, jak na razie, piesek, jest stworzeniem bardzo pociesznym i w sumie nic, tylko je i śpi. Tak nam się przynajmniej wydawało. I nagle, kiedy prace w łazience w końcu ruszyły, okazało się, że mała, słodka kulka sierści potrafi nieźle nabroić. Przyjechaliśmy z zakupów, na których oprócz kafli, kupiliśmy trzy worki kleju. Wszystko było pięknie do następnego dnia, kiedy to po powrocie z pracy zobaczyłem te worki w strzępach, a mojego psa nie w czarnym, a w białym kolorze. To był początek, bo po chwili moim oczom ukazał się kadr wyjęty z filmu wojennego. Kochany szczeniaczek rozniósł całość kleju po podłodze, bynajmniej nie tylko w samej łazience. I tak, sobotni wieczór spędziłem nie z gazetą, a ze ścierką do podłóg w dłoni. Mocną i chłonną chociaż, dobre i to.
| P | W | Ś | C | P | S | N |
|---|---|---|---|---|---|---|
| « sie | ||||||
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | ||
| 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |
| 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 |
| 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 |
| 27 | 28 | 29 | 30 | |||